niedziela, 27 stycznia 2013

Rozdział 2

Heh, mi sie ferie dopiero zaczęły :) Z jakiego jesteście województwa? Ja z zachodniopomorskiego. :) Ach i chciałam powiadomić Was kochane, że tak przez tydzień możliwe, że nie pojawi się żadna notka. Wiem, sorry ale muszę jechać do moich dziadkó pomóc im na ich farmie :( Babcia jedzie na wesele, a dziadek chory. Kto im nie pomoże jak nie wnuczka. :) Może będę mieć czas i coś nagryzmole :)
_______________________________________________________

Obudziły mnie promienie poranego słońca, które muskały moją skórę. Otworzyłam leniwie oczy.  Zdziwiłam się gdy zobaczyłam że obok mnie nikt nie leży. Przecież on powinnien jeszcze spać, późno przyszedł. Nie myślałam nad tym długo. Szybko wyszłam z pokoju, udając się do kuchni. Przy stole zastałam Sama i resztę jego bandy. O blat kucheny opierał się nonszalancko Jacob.
- Ymm...Hej- Przywitałam się, nie do końca wiedząc co mogę jeszcze powiedzieć. W kuchni zapadła cisza.
Sam spojrzał na resztę znacząco. Wszyscy wstali, a potem wyszli. Jeszcze Sam przed tym szepnął cos do mojego przyjaciela, lecz nie byłam w stanie tego zrozumieć. Pewnie posługiwali się językiem Quiletów*
Kiedy i Sam wyszędł postanowiłam poruszyć naszą wcorajszą rozmowe.
- Jacobie- Zaczęłam powaznie, siadając na stole- Może chciałbyś mi o czymś powiedzieć.
- No..otfuż..ja ...i. sresta...jestesmy..wilkowami- Powiedział z pełna buzią.
- Może najpier przełkniesz- Powiedziałam zdegustowana.
- Taa....Otóż ja i reszta jesteśmy wilkołakami- Powiedział spokojnie biorąc kolejnego gryza kanapki którą sobie przygotował.
- Ccco?- Spytałam szokowana. No tego się nie spodziewałam. Myślałam....że to jakiś gang, że...Ach, wszystko zaczęło układać się w logiczną całość.
- Boisz się?- Spytał kończąc jeść. Pokręciłam przeciwnie głową.
- Ale...czemu nie powiedziałeś mi tego wcześniej?- Spytałam go z wyrzutem.
- Wiesz...ty trzymasz z tymi pijawkami, nie mogliśmy...- Przerwał nagle wpatrując się we mnie z niepokojem. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy, gdy wspomniał o wampirach.- Och, Bello przepraszam.
- Nie, nie szkodzi-Powiedziałam scierając rękawem bluzki łzy- Mów dalej.
- Nie mogliśmy ryzykować. Ale od kiedy się w ciebie wpoiłem, wszystko się zmieniło.- Powiedział posyłając mi jeden ze swoich najpiekniejszych uśmiechów. Zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc o czym ten człowiek, a raczej wilkołak do mnie mówi.
- Co zrobiłeś?
- Ach, zapomniałem że ty nic nie wiesz.- Pokręcił głową, obmyślając jakby mi to powiedzieć.- Naszej sforze wpoili się....A może inaczej. Wpojenie to jak miłość od pierwszego wejrzenia. Widzisz ją, i już wiesz że nie możesz bez niej żyć. Jest ci potrzebna do życia, jak powietrze. To nie grawitacja Cię tu trzyma, lecz ona. Jesteś gotów spełnić każdą jej zachciankę. Jesteś gotów oddać za nią życie, byle by nic jej się nie stało.- Skończył wpatrując się we mnie. Wyczekiwał odpowiedzi.
A ja nie byłam w stanie, nic powiedzieć. Zamrugałam kilkakrotnie. Wiedziałam że mu się podobam, ale nie wiedziałam że to tak na powaznie.
- Tto ffajnie.- Wydukałam w końcu. Jacob wybuchł smiechem, który rozszedł się poza dom.
- Co się rozśmieszyło?
- Nie, nic.
- Taaa, na pewno. Jake? Kto jeszcze wpoił się w waszej sforze?- Spytałam  ciekawa ile jest takich wybranek.
- Tylko ja i Sam.
- Jak ma na imie ta szczęściara?- Spytałam uśmiechając się.
- Emily, a z resztą...Choć przejdziemy się do nich.
- Co? Ale jak ja wyglądam...- Zaczęłam użalać się nad tym.
- Przepięknie, no choć, i tak miałem iść na zebranie.- Powiedział wystawiając do mnie swoją rękę. Poczułam że rumienie sie po nasade włosów. Podałam mu rękę zeskakując ze stołu. Chłopak pociagnął mnie za rękę wyprowadzając z domu. Jego dłoń przyjemnie grzała moją.
Dojście do ich domu zajeło nam pięć minut.
- Jake...No nie wiem czy powinnam...- Przekonywałam go że przyjście tu, to zły pomysł.
- Jesteś ze mną, nie masz się czego obawiać.- I posłał mi jeden z tych swoich uśmiechów. Nie miałam wyjścia, musiałam wejść.
- Hej- Przywitał się Jake, przy okazji wciągając mnie do środka.
- Cześć- Mruknęłam. Czułam się tu nieswojo.  Wszyscy się  na mnie patrzyli. Oblałam się rumieńcem. Emily, jak mniemam to ta urocza indianka...I tu nagle mnie zatkało. Na jej prawym policzku widnialy trzy podłużne blizny. Nie patrzyłam jednak długo.
- Kto to?- Spytała odwracając wzrok na chwilę od garnka, w którym coś gotowała.
- Bella, a któż by inny.- Powiedział Embry.
-Ach- Powiedziała zamyślona. Nagle spojrzała na nasze splecione dłonie, dopiero wtedy zdałam sobie sprawę że nadal trzymamy się za ręce. Szybko ją póściłam.- Witamy u siebie. Może muffinke?
- Chętnie- Powiedziałam zabierając jedną z talerza, zaczęłam ją obskubywać.
W kuchni zapadła nie zręczna cisza. W końcu przerwał ją głos Alfy.
- Słuchajcie, w okolicy znów pojawił się nie proszony gość- Na te słowa zamarlam, czyżby...?
- Tym razem ją dorwiemy.- Powiedział Paul.
- Kogo?- Spytałam mojego przyjaciela
- Tą rudą wampirzyce, sprytna jest skubana.
- Vvvicotria tu jest?- Spytałam ze strachem. Czyli mnie szuka. Tyle że nie wie że mniędzy mną a..."Nie Bella, weź się w garść!" Rozkazał głosik w mojej głowie. " Tak, będę silna!" pomyślałam " To rozumiem!"
- Taa, tylko nie wiemy czego szuka. Próbuje się dostać do Forks- Czyli jednak miałam rację.
- Ja wiem- Gdy to powiedziałam wszystkie oczy zwróciły się ku mnie- Szuka mnie.

3 komentarze:

  1. mmm... świetny ten rozdział!!! nie spodziewałam się tego, Jacob wpoił się w Belle... no, no. zapowiada się ciekawa historia.
    *** a i cieszę się, że mój blog jest jednym z tw ulubionych ;*** a co do województwa to mieszkam we Wielkopolsce
    zapraszam do siebie niedługo ukaże się nn: http://milosc-jest-magiczna.blogspot.com
    Pozdrawiam Marta <3<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz co kochana coś pokręciłaś z adresami tw ulubionych blogów bo jak chcę do któregoś przejść to pokazuje się błąd i pisze co tam o temacie i wgl...

      Usuń
  2. zapraszam do http://milosc-jest-magiczna.blogspot.com
    Pozdro Marta! ;D

    OdpowiedzUsuń