...smutek. Zrobiło mi się żal go, nie wiem dlaczego. Czarny basior, zawarczał i pognał za wampirem, wraz za nim piątka innych. Rdzawobrązowy basior nie ruszył się nawet o milimetr, wpatrzony był we mnie jak w obrazek. Jednak gdy przywódca zawarczał, pognał wesoło za resztą. Nie wiele myśląc pobiegłam przed siebie, potykając się co chwila. Nie wiedziałam gdzie biegnę. Prze demną było pełno drzew, zaczęłam się obracać dookoła aż wkońcu podtchnęłam się o korzeń, i upadłam na wilgotny mech. Nie miałam siły wstać, po prostu nie chciałam.
- Bello...- Usłyszałam pieszczący moje uszy głos- Bello, wstań...
Za tym głosem poszła bym nawet w ogień, zrobiła wszystko...
"Nie" pomyślałam, nie chciałam nic powiedzieć. Bałam się że jakiekolwiek wypowiedziane slowo zakłuci obraz Jego.
- Bello, proszę wstań...zapada zmierzch...- Przekonywał mnie do pójścia do domu.
- Nie!- Krzyknęłam, nim się obejrzałam po moich policzkach zaczęły spływać słone łzy. Wkrótce rozpłakałam sie na dobre.
- Bello...- I zniknął, tak jakby go nie było. Pociągnęłam nosem, przetarłam twarz z łez. Spojrzałam w niebo. Rzeczywiście, zapadł już zmierzch. Powoli wstałam. Zaczęłam rozglądać się na wszystkie strony. Dookoła panowała ciemność.
- Cholera- Mruknęłam pod nosem. " Dobra, Bella. Dasz rade" pomyslałam ruszając przed siebie. "Damy rade" odezwał się głosik w mojej głosie.
Szłam po woli, uwarzając aby nieprzewrócić się w tych ciemnościach.
Po godzinie dotarłam do domu Black'ów. Nie byłam pewna czy powinnam tam wejść. Wydaje mi się, że od pewnego czasu nie jestem tu mile widziana. Ale nie mam wyboru, gdzie mam pójść. Na piechotę do Forks? Stanowiłabym łatwą ofiare dla Laurenta.* Niepewnie zapukałam. Może Billy śpi? Jednak nie, nie spał. Drzwi otworzył mi ojciec Jacoba.
- Hej, czy mogła bym zostać na noc?- Spytałam niepewnie
- Bello, oczywiście. Zaraz zacznie padać, wchodż- Indiani przesunął się z przejścia wpuszczając mnie do środka.
- Jutro rano mnie już nie będzie- Zapewniłam go. Billy posłał mi ciepły usmiech.
- Mozesz zostać nawet tydzień- Byłam w szoku, przecież tak nie dawno nie chciał mnie wpuścić do siebie do domu- Przepraszam Cię Bello, ale udam się na spoczynek, tobie też przyda się odpoczynek.
I odjechał do swojego pokoju. Zdziwiona zamrugałam kilkakrotnie. Jak widać coś się musiało zmienić.
Nie wiele myśląc udałam się do pokoju Jacoba. Znów byłam zdziwiona, na łóżku zamiast kołdry leżał tylko cieniutki koc. Nie myslałam jednak nad tym długo. Ułożyłam się wygodnie na łóżku, przykrywając kocem. Było troszkę zimno, ale nie szkodzi.
Obudziłam się w środku nocy. Dlaczego? Z powodu tego że było mi strasznie gorąco. Moje czoło było pokryte kropelkami potu. Spróbowałam się odwrócić na drugą strone, ale nie mogłam. Czyjaś gorąca, umięsniona ręka mnie przygniatała. Próbowałam ją zepchnąć z siebie, bezskutecznie.
- Pomocy...- Szepnęłam.
- Pomocy- Powiedziałam trochę głośniej. Żadnej reakcji.
- Pomocy!!- Krzyknęłam. Posiadacz ręki podniósł się do pozycji siedzącej, zabierając swoją ręke z mojego brzucha.
- Co?! Co się dzieje?!- Spytał zdezorientowany.
- Nareszczie...- Powiedziałam biorąc pełny wdech.
- Co? Boże, czemu mnie budzisz?- Spytał jak widać zły.
- Jezu, Jake. Wiesz może ile waży twoja ręka?- Spytałam rónież siadając. Miałam teraz okazje z nim pogadać, może coś z niego wyciągne.
- Nie zabardzo. A co?
- Nie nic, po prostu przygniotłeś mnie nią- Wskazałam brodą na nią.
- Aaaaa.....- Ziewnął- Sorry, wybaczysz ale pójdę dalej spać.
- Nie, jeszcze chciałabym z tobą o czymś pogadać.
Chłopak zrobił się nagle cały spięty, na jego twarzy pojawiła się tz. "Maska"
- O czym?
- O tobie- Zaczęłam- Jacob, zmieniłeś się. Nie chcesz mi nic powiedzieć, unikasz mnie, masz jakieś sekrety.
- No i?- Spytał niegrzecznie.
- Jacobie, może troche kultury, co? Kobieta do ciebie mówi, starsza w dodatku!
- Pff...- Prychnął.- Tylko na papierku.
Cholerny gówniarz! Miał rację, ile ja byłam od niego starsza? 5 miesięcy? Tak, 5 miesięcy dzieli wrzesień od marca.
- Ugh...- Może zacząć inaczej- Jake, proszę powiedz mi o co chodzi.
- Bello, jutro. Jestem padniętyyyyyy....- Znów ziewnął. Jacob znowuł miał rację, powinnam dać się mu wyspać.
- Okey, ale obiecujesz wszystko mi wyjaśnić?- Spytałam jeszcze raz.
- Taaa...- Powiedział kładąc się.
Poszłam w jego ślady, i nim się obejrzałam zasnęłam...
_________________________________________________________________________________
No, no. Rozdział 1 gotowy. Czekam na komentarze. Bez nich ani rusz! Pozdro dla was. Może macie jakies plany na ferie?
hej!!!
OdpowiedzUsuńCiekawy ten twój blog, naprawdę przypadł mi do gustu, a co do ferii to moje się właśnie kończą ;//
Marta
zapraszam do sb: http://milosc-jest-magiczna.blogspot.com/
Hej, hej kochana! Świetny pomysł na bloga, bardzo mi się podoba. Ferie niestety mi się już kończą. W poniedziałek do szkoły:( Nie chce mi się:/ NN Swietne!!
OdpowiedzUsuń