środa, 30 stycznia 2013

Sorry I'm gone away

Sorry, odchodzę..Może nie znowusz tak daleko, ale jednak odchodzę. Na inne konto, na inne opowiadanie. Może mnie znajdziecie, może nie. Nie zależy mi na tym. Zaczynam  nowe życie (dop. aut. ta wiem). Już wcześniej myślałam nad zmianą konta, no i prosze, zmieniam. Nic mnie tu nie trzyma. Kiedyś .::Nowa Bella::. i " Nie ma krwi, nie ma żalu" ale tak, to juz nic mnie tu trzyma. I teraz mi nie mówcie, "proszę, zostań" bo nie zrobię tego, z natury jestem egoistką. Taką małą, egoistyczną świnią. Klamka już zapadła, odchodzę. Nie jest mi znowusz tak łatwo, przecież na tym koncie stawiałam swoje pierwsze kroki z " Wierzę w Miłość".  Ale wierzę że odchodząc robie lepiej, i prosze nie zostawiajcie komentarzy typu " zostań, proszę" czy "zostań dla mnie" bo będę mieć wyrzuty sumienia. Ale głowa do góry :) Przecież nie kończe z pisaniem. Zakłama inne konto, które znajdziecie, może nie znajdziecie. Ale jesli tak to możecie smiało spytać czy to "ja", a powiem prawde :) 3majcie się moi drodzy, szczęścia wam życzę.

wtorek, 29 stycznia 2013

Liebster Award












Jest to nominacja otrzymana od innego bloggera, w ramach uznania za "dobrze wykonana robotę". Jest ona przyznawana blogom o mniejszej ilości obserwujący, dając możliwość rozpowszechnienia. Po otrzymaniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Nastepnie nominujesz 11 blogów (nie można jednka nominować osoby która nominowała Ciebie) oraz zadajesz jej 11 pytań.

zostałam nominowana przez dziewczyne z bloga: http://historia-klanu-cullen.bloog.pl

Odpowiem teraz na jej pytania ;)
1. W którym teamie jesteś/
- To wiadome że jestem Team Jacob, ale powoli przekonuje się też do Edwarda.
2. Czytasz kryminały?
- Zdażyło mi się wyporzyczyć jakiś i przeczytać.
3. Uczysz się gry na jakimś instrumencie? Coćby tak sobie, w domowym zaciszu i tylko trochę, pod czujnym okiem kogoś z rodziny?
- Tak, gram na flecie bocznym, ale nauke skończyłam rok temu :)
4. Ulubiony aktor lub aktorka to...?
- Oj, tu bedzie ciężko. Aktora nie mam, ale moja ulubioną aktorką jest Kristen Stewart.
5. Moją wymarzoną podróż odbędę do/na...?
- Ameryce Południowej, za rok się wyprowadzam do Irlandi :)
6. Kim chcesz zostać w przyszłości?
-  Aktorką :) Już w rodzinie na mnie mówią " Aktoreczka"
7.  Moje marzenie które uważam za dosyć dziwne to...?
- Emm, spędzenie nocy w namiocie, w lesie ktory znajduje się w moim rodzinnym domu. Dziwne? Może i tak, ale tak bardzo brakuje mi tamego lasu, który zajmuje prawie cała wieś.
8. Ulubiony gatunek zwierzęcia?
- Lubię wilki, chociaż ów takie zwierze spotkalam kilka razy w życiu.
9 .Ulubiona postać z książki ( Innej niż Zmierzch) to jest...?
- Hmm...Chłopak które imie na ten czas wyleciało mi z głowy, jest to anioł z " Noc blizn", polecam tą ksiązke, jestem w jej posiadaniu.
10.  Język którego chcesz się nauczyc?
- Hmm, już żadnego wszystkie jakie chcem zna: angielski, niemiecki, rosyjski, i francuski.
11. Ulubione imie plci przeciwnej?
- Patryk, tak jakoś fajnie brzmi :)

Teraz czas na moje pytanka!

1. Dlaczego piszesz bloga własnie o Zmierzchu?
2. Dlaczego zaczęłaś pisać?
3. Jak oceniasz swojego bloga?
4. Co najbardziej podoba Ci się w swoim blogu?
5. Czego boisz się najbardziej na świecie?
6. Czy gdybyś musiała, wyprowadziła bys się za granice pozostawiając tu w Polsce wszystkich swoich przyjaciół?
7. Jaki jest twój ulubiony kolor?
8. Jakiego typu muzyki słuchasz?
9. Co byś w sobie zmieniła?
10. Masz jakieś zwierzątko? Jakie?
11. Wolisz mame czy tate?

A teraz najważniejsze, spójrzcie kogo nominuje :)

1. http://nowy-rozdzial-w-zyciu.blogspot.com/
2. http://narodzeniesie-nowejbelli.blogspot.com/
3. http://milosc-jest-nadzieja-na-lepsze.blogspot.com/
4. http://przyszlosc-jest-niewiadoma.blogspot.com/
5. http://na-rozkaz-ara.blogspot.com/
6. http://bellabozyciemasensznimi.blogspot.com/
7.http://milosc-jest-magiczna.blogspot.com

Sorry że tak mało, ale tylko te blogi uważam że zasłuzyły. Był jeszcze taki jeden, tyle że nie moge go teraz znaleźć :(

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Rozdział 3

Wszyscy wytrzeszczyli oczy. Embry nawet zakrztusił się muffinką. Zawstydzona ich spojrzeniami spuściłam wzrok, przygryzając dolną warge.
- Ale jak to?- Spytał Jacob przełamując cisze.
- Ech, pamiętacie może tego wampira w lesie?- Spytałam nadal nie mogąc przyzwyczaić się do tego iż rdzawo-brązowy wilk to Jacob. Wszscy w kuchni kiwneli głową.
- Ta pijawka? Łatwo nam z nim poszło- Pochwali się Jacob
- Laurent nie żyje?- Spytałam w szoku.
- Tak, nie miał szans z tak wielką sforą jak nasza- Tym razem powiedział Paul.
- Och, tylko wiecie że Victoria nie jest wdową po Laurentrze*- Zaczęłam- To zeszłego roku Edward zabił jej ukochanego, Jamesa. Victoria uważa ze jesli zabije mnie wyrówna rachunek, oko za oko ząb za ząb- Wypowiedziałam to wszystko z trudem.
- Och, to zmienia nam szyki- Zaczął Sam- Bello, będziemy cię pilnować, nie masz sie czego bać. Najlepiej  będzie jesli będziesz więcej czasu spędzała w La Pusch. Embry, Paul- Zwrócił się do chłopaków- Wy będziecie od 6 do 10 na patrolu. Potem Leah i Seth* od 11 do 15, no i Quil**i ja od 16 20.-Zakończył Sam.Czułam się źle, że tak komplikuje zycie kilku wilkołaków.
- No, a ja?- Przypomniał o sobie moj przyjaciel.
- No, a co ty? Ktoś chyba musi jej pilnować. Jesteś 24 z nią.- Powiedział dumny z siebie Sam że tak dobrze wszystkich poustawiał. Spojrzałam  na JacobWidać było że cieszył się że dostał taką robote. Nagle coś mi sie przypomniało.
- A co ze szkołą?- Spytałam przestraszona, nie chcę by mieli przeze mnie zaległości.
- Bello, za  3 dni wakacje.- Uświadomił mnie Seth. Co Czerwiec? Ale, przecież w kwietniu są urodziny Jacoba. O nie, ominęłam je. Bo tak cierpiałam z powodu rozstania

" Edwardzie, zmieniłeś moje życie"

Siedziałam u siebie na łóżku w piżamie  czytając "Wichrowe wzgórza" które miały zniszczone kartki od częstego czytania. Na przeciwko mnie, na fotelu siedział Jake, który mi sie przyglądał.
- Gdzieś sie ubrudziłam, czy coś?- Spytałam w końcu, mając dość jego spojrzenia.
- Nie, nie...po prostu jesteś tak piękna, że mógł bym na ciebie patrzeć godzinami- Powiedział z uwielbieniem. Czułam że czerwienie się po nasade włosów.
- Napewno...- Powiedziałam wracając do czytania książki.
- Ależ Bello, nie smiał bym w tej sprawie kłamać. Może raz byś spojrzała na siebie oczami innch.- Powiedział z wyrzutem.
- Wiesz co- Zaczęłam- Chce mi się spać, dobranoc.
 Odłożyłam książke na biurko i położyłam się do łóżka, szczelnie opatulając się kołdrą.
- Dobranoc- Usłyszałam jeszcze przed snem.

Sen:
Stałam na parkingu szkolnymy rozmawiając z Angelą. Ale nie byłam do końca pewna czy ta brązowowłosa piękność to ja. Spojrzała w moją strone posyłając uśmiech. Ktos coś nie wyraźnie powiedział na co ja zrobiłam dziwną mine, która dodała mi uroku.
- Jade do Seatll***- Wytłumaczyłam. Od razu zrozumiałam o co chodzi. Widziałam siebie oczami Mikea. Nagle wszystko się zmieniło. Znalazłam się w domu Cullenów. Widziałam w nim siebie stojącą obok wielkiego różowego tortu. Widziałam siebie, jako kuszącą osobe. Widziałam siebie, tak jak widział mnie Edward. Wszystko znowu sie zmieniło. Tym razem znalazłam sie u siebie w pokoju. Siedziałam na łóżku czytając książke. Chociaż nie nie byłam już taka pewna czy to aby na pewno ja.
Brązowowłosa piękność  uśmiechała się czytając swoją ulubioną książke, sprawiało jej to wielką przyjemność. Nagle spojrzała na mnie zarumieniona. W tedy mogłam dostrzec w pełni jej urode
Miała piekne, duże czekoladowe oczy i tego samego odcieniu włosy. Posiadała mały, zgrabny nosek i pełne usta które chciało się całować. Rumieńce dodawały jej uroku. Dziewczyna wydawała się taka krucha, bezbrona. Chciało się otoczyć ją opieką. Kiedy dziewczyna się usmiechnęła wygląddał jesze lepiej- ta dziewczyna to byłam ja oczami Jacoba.

___________________________________________________
**- Seth i Leah są już teraz
** Quil jest już teraz
***- Nwm jak się zbytnio pisze :)
Heu heu, tak myślałam że ten rozdział was zanudzi, więc dodałam sen Belli. :)

niedziela, 27 stycznia 2013

Rozdział 2

Heh, mi sie ferie dopiero zaczęły :) Z jakiego jesteście województwa? Ja z zachodniopomorskiego. :) Ach i chciałam powiadomić Was kochane, że tak przez tydzień możliwe, że nie pojawi się żadna notka. Wiem, sorry ale muszę jechać do moich dziadkó pomóc im na ich farmie :( Babcia jedzie na wesele, a dziadek chory. Kto im nie pomoże jak nie wnuczka. :) Może będę mieć czas i coś nagryzmole :)
_______________________________________________________

Obudziły mnie promienie poranego słońca, które muskały moją skórę. Otworzyłam leniwie oczy.  Zdziwiłam się gdy zobaczyłam że obok mnie nikt nie leży. Przecież on powinnien jeszcze spać, późno przyszedł. Nie myślałam nad tym długo. Szybko wyszłam z pokoju, udając się do kuchni. Przy stole zastałam Sama i resztę jego bandy. O blat kucheny opierał się nonszalancko Jacob.
- Ymm...Hej- Przywitałam się, nie do końca wiedząc co mogę jeszcze powiedzieć. W kuchni zapadła cisza.
Sam spojrzał na resztę znacząco. Wszyscy wstali, a potem wyszli. Jeszcze Sam przed tym szepnął cos do mojego przyjaciela, lecz nie byłam w stanie tego zrozumieć. Pewnie posługiwali się językiem Quiletów*
Kiedy i Sam wyszędł postanowiłam poruszyć naszą wcorajszą rozmowe.
- Jacobie- Zaczęłam powaznie, siadając na stole- Może chciałbyś mi o czymś powiedzieć.
- No..otfuż..ja ...i. sresta...jestesmy..wilkowami- Powiedział z pełna buzią.
- Może najpier przełkniesz- Powiedziałam zdegustowana.
- Taa....Otóż ja i reszta jesteśmy wilkołakami- Powiedział spokojnie biorąc kolejnego gryza kanapki którą sobie przygotował.
- Ccco?- Spytałam szokowana. No tego się nie spodziewałam. Myślałam....że to jakiś gang, że...Ach, wszystko zaczęło układać się w logiczną całość.
- Boisz się?- Spytał kończąc jeść. Pokręciłam przeciwnie głową.
- Ale...czemu nie powiedziałeś mi tego wcześniej?- Spytałam go z wyrzutem.
- Wiesz...ty trzymasz z tymi pijawkami, nie mogliśmy...- Przerwał nagle wpatrując się we mnie z niepokojem. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy, gdy wspomniał o wampirach.- Och, Bello przepraszam.
- Nie, nie szkodzi-Powiedziałam scierając rękawem bluzki łzy- Mów dalej.
- Nie mogliśmy ryzykować. Ale od kiedy się w ciebie wpoiłem, wszystko się zmieniło.- Powiedział posyłając mi jeden ze swoich najpiekniejszych uśmiechów. Zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc o czym ten człowiek, a raczej wilkołak do mnie mówi.
- Co zrobiłeś?
- Ach, zapomniałem że ty nic nie wiesz.- Pokręcił głową, obmyślając jakby mi to powiedzieć.- Naszej sforze wpoili się....A może inaczej. Wpojenie to jak miłość od pierwszego wejrzenia. Widzisz ją, i już wiesz że nie możesz bez niej żyć. Jest ci potrzebna do życia, jak powietrze. To nie grawitacja Cię tu trzyma, lecz ona. Jesteś gotów spełnić każdą jej zachciankę. Jesteś gotów oddać za nią życie, byle by nic jej się nie stało.- Skończył wpatrując się we mnie. Wyczekiwał odpowiedzi.
A ja nie byłam w stanie, nic powiedzieć. Zamrugałam kilkakrotnie. Wiedziałam że mu się podobam, ale nie wiedziałam że to tak na powaznie.
- Tto ffajnie.- Wydukałam w końcu. Jacob wybuchł smiechem, który rozszedł się poza dom.
- Co się rozśmieszyło?
- Nie, nic.
- Taaa, na pewno. Jake? Kto jeszcze wpoił się w waszej sforze?- Spytałam  ciekawa ile jest takich wybranek.
- Tylko ja i Sam.
- Jak ma na imie ta szczęściara?- Spytałam uśmiechając się.
- Emily, a z resztą...Choć przejdziemy się do nich.
- Co? Ale jak ja wyglądam...- Zaczęłam użalać się nad tym.
- Przepięknie, no choć, i tak miałem iść na zebranie.- Powiedział wystawiając do mnie swoją rękę. Poczułam że rumienie sie po nasade włosów. Podałam mu rękę zeskakując ze stołu. Chłopak pociagnął mnie za rękę wyprowadzając z domu. Jego dłoń przyjemnie grzała moją.
Dojście do ich domu zajeło nam pięć minut.
- Jake...No nie wiem czy powinnam...- Przekonywałam go że przyjście tu, to zły pomysł.
- Jesteś ze mną, nie masz się czego obawiać.- I posłał mi jeden z tych swoich uśmiechów. Nie miałam wyjścia, musiałam wejść.
- Hej- Przywitał się Jake, przy okazji wciągając mnie do środka.
- Cześć- Mruknęłam. Czułam się tu nieswojo.  Wszyscy się  na mnie patrzyli. Oblałam się rumieńcem. Emily, jak mniemam to ta urocza indianka...I tu nagle mnie zatkało. Na jej prawym policzku widnialy trzy podłużne blizny. Nie patrzyłam jednak długo.
- Kto to?- Spytała odwracając wzrok na chwilę od garnka, w którym coś gotowała.
- Bella, a któż by inny.- Powiedział Embry.
-Ach- Powiedziała zamyślona. Nagle spojrzała na nasze splecione dłonie, dopiero wtedy zdałam sobie sprawę że nadal trzymamy się za ręce. Szybko ją póściłam.- Witamy u siebie. Może muffinke?
- Chętnie- Powiedziałam zabierając jedną z talerza, zaczęłam ją obskubywać.
W kuchni zapadła nie zręczna cisza. W końcu przerwał ją głos Alfy.
- Słuchajcie, w okolicy znów pojawił się nie proszony gość- Na te słowa zamarlam, czyżby...?
- Tym razem ją dorwiemy.- Powiedział Paul.
- Kogo?- Spytałam mojego przyjaciela
- Tą rudą wampirzyce, sprytna jest skubana.
- Vvvicotria tu jest?- Spytałam ze strachem. Czyli mnie szuka. Tyle że nie wie że mniędzy mną a..."Nie Bella, weź się w garść!" Rozkazał głosik w mojej głowie. " Tak, będę silna!" pomyślałam " To rozumiem!"
- Taa, tylko nie wiemy czego szuka. Próbuje się dostać do Forks- Czyli jednak miałam rację.
- Ja wiem- Gdy to powiedziałam wszystkie oczy zwróciły się ku mnie- Szuka mnie.

sobota, 26 stycznia 2013

Rozdział 1


...smutek. Zrobiło mi się żal go, nie wiem dlaczego. Czarny basior, zawarczał i pognał za wampirem, wraz za nim piątka innych. Rdzawobrązowy basior nie ruszył się nawet o milimetr, wpatrzony był we mnie jak w obrazek. Jednak gdy przywódca zawarczał, pognał wesoło za resztą. Nie wiele myśląc pobiegłam przed siebie, potykając się co chwila. Nie wiedziałam gdzie biegnę. Prze demną było pełno drzew, zaczęłam się obracać dookoła aż wkońcu podtchnęłam się o korzeń, i upadłam na wilgotny  mech. Nie miałam siły wstać, po prostu nie chciałam.
- Bello...- Usłyszałam pieszczący moje uszy głos- Bello, wstań...
Za tym głosem poszła bym nawet w ogień, zrobiła wszystko...
"Nie" pomyślałam, nie chciałam nic powiedzieć. Bałam się że jakiekolwiek wypowiedziane slowo zakłuci obraz Jego.
- Bello, proszę wstań...zapada zmierzch...- Przekonywał mnie do pójścia do domu.
- Nie!- Krzyknęłam, nim się obejrzałam po moich policzkach zaczęły spływać słone łzy. Wkrótce rozpłakałam sie na dobre.
- Bello...- I zniknął, tak jakby go nie było. Pociągnęłam nosem, przetarłam twarz z łez. Spojrzałam w niebo. Rzeczywiście, zapadł już zmierzch.  Powoli wstałam. Zaczęłam rozglądać się na wszystkie strony. Dookoła panowała ciemność.
- Cholera- Mruknęłam pod nosem. " Dobra, Bella. Dasz rade" pomyslałam ruszając przed siebie. "Damy rade" odezwał się głosik w mojej głosie.
Szłam po woli, uwarzając aby nieprzewrócić się w tych ciemnościach.
Po godzinie dotarłam do domu Black'ów. Nie byłam pewna czy powinnam tam wejść. Wydaje mi się, że od pewnego czasu nie jestem tu mile widziana. Ale nie mam wyboru, gdzie mam pójść. Na piechotę do Forks? Stanowiłabym łatwą ofiare dla Laurenta.* Niepewnie zapukałam. Może Billy śpi? Jednak nie, nie spał. Drzwi otworzył mi ojciec Jacoba.
- Hej, czy mogła bym zostać na noc?- Spytałam niepewnie
- Bello, oczywiście. Zaraz zacznie padać, wchodż- Indiani przesunął się z przejścia wpuszczając mnie do środka.
- Jutro rano mnie już nie będzie- Zapewniłam go. Billy posłał mi ciepły usmiech.
- Mozesz zostać nawet tydzień- Byłam w szoku, przecież tak nie dawno nie chciał mnie wpuścić do siebie do domu- Przepraszam Cię Bello, ale udam się na spoczynek, tobie też przyda się odpoczynek.
I odjechał do swojego pokoju. Zdziwiona zamrugałam kilkakrotnie. Jak widać coś się musiało zmienić.
Nie wiele myśląc udałam się do pokoju Jacoba. Znów byłam zdziwiona, na łóżku zamiast kołdry leżał tylko cieniutki koc. Nie myslałam jednak nad tym długo. Ułożyłam się wygodnie na łóżku, przykrywając kocem. Było troszkę zimno, ale nie szkodzi.

Obudziłam się w środku nocy. Dlaczego? Z powodu tego że było mi strasznie gorąco. Moje czoło było pokryte kropelkami potu. Spróbowałam się odwrócić na drugą strone, ale nie mogłam. Czyjaś gorąca, umięsniona ręka mnie przygniatała. Próbowałam ją zepchnąć z siebie, bezskutecznie.
- Pomocy...- Szepnęłam.
- Pomocy- Powiedziałam trochę głośniej. Żadnej reakcji.
- Pomocy!!- Krzyknęłam. Posiadacz ręki podniósł się do pozycji siedzącej, zabierając swoją ręke z mojego brzucha.
- Co?! Co się dzieje?!- Spytał zdezorientowany.
- Nareszczie...- Powiedziałam biorąc pełny wdech.
- Co? Boże, czemu mnie budzisz?- Spytał jak widać zły. 
- Jezu, Jake. Wiesz może ile waży twoja ręka?- Spytałam rónież siadając. Miałam teraz okazje z nim pogadać, może coś z niego wyciągne.
- Nie zabardzo. A co?
- Nie nic, po prostu przygniotłeś mnie nią- Wskazałam brodą na nią.
- Aaaaa.....- Ziewnął- Sorry, wybaczysz ale pójdę dalej spać.
- Nie, jeszcze chciałabym z tobą o czymś pogadać.
Chłopak zrobił się nagle cały spięty, na jego twarzy pojawiła się tz. "Maska"
- O czym?
- O tobie- Zaczęłam- Jacob, zmieniłeś się. Nie chcesz mi nic powiedzieć, unikasz mnie, masz jakieś sekrety.
- No i?- Spytał niegrzecznie.
- Jacobie, może troche kultury, co? Kobieta do ciebie mówi, starsza w dodatku!
- Pff...- Prychnął.- Tylko na papierku.
Cholerny gówniarz! Miał rację, ile ja byłam od niego starsza? 5 miesięcy? Tak, 5 miesięcy dzieli wrzesień od marca.
- Ugh...- Może zacząć inaczej- Jake, proszę powiedz mi o co chodzi.
- Bello, jutro. Jestem padniętyyyyyy....- Znów ziewnął. Jacob znowuł miał rację, powinnam dać się mu wyspać.
- Okey, ale obiecujesz wszystko mi wyjaśnić?- Spytałam jeszcze raz.
- Taaa...- Powiedział kładąc się.
Poszłam w jego ślady, i nim się obejrzałam zasnęłam...
_________________________________________________________________________________

No, no. Rozdział 1 gotowy. Czekam na komentarze. Bez nich ani rusz! Pozdro dla was. Może macie jakies plany na ferie?




piątek, 25 stycznia 2013

Prolog

Mówią, że świat pochłonie ogień,
A inni mówią: lód.
Lecz wiem jak pali pożądania płomień,
Dlatego ja mówię: ogień.

A gdyby świat miał zginąć znów,
To znając siłę nienawiści
Powiem, że równie dobry lód
By niszczyć.
I jest go w bród.

 Robert Frost




Lód ma wielką siłę niszczącą. Ogień to żywioł, to akcja, to gwałtowność trudna do okiełznania, lecz przecież możliwa. Potrafim sobie radzić z ogniem.  Ale co jeśli się rozprzestrzeni, niszcząc wszystko na swej drodze? 

Wampir spoglądał na mnie swoimi czerwonymi, wygłodniałymi oczami. Jego spojrzenie potrafiło zabić. Stałam nieruchomo, co innego mi pozostało. Laurent pogłaskał mnie po policzku i zrobił zamach. Przymknęłam oczy wyczekując bólu. Ale takiego ów nie poczułam. Niepewnie otworzyłam jedno oko, a potem drugie. Wampir powoli cofał się, idąc tyłem. Na jego twarzy wymalowany był strach. Wargi poruszyły się, a z gardła wydobyło się trzy krótkie słowa:
- To nie możliwe...
Zabójca doskonały rzucił sie do ucieczki. Odwróciłam się by zobaczyć, co tak przestraszyło czerwonookiego. Zamarłam w bezruchu. To...to bylo straszne... Z lasu wychodziły wielkie, ogromne wilki.  Na czele stał największy, czarny basior. Obok, po prawej rdzawo-brązowy wilk. To on przykuł moją uwage. Z kądś go znałam...Bestia spojrzała na mnie, w jego oczach dało się zobaczyć...


Sorry, że podkreślone, kopiowałam gdyż wcześniej nie miałam neta, i musiałam napisać na WordPad ;)